Horyzont

 

Długo mnie tu nie było... a że ADWENT, to zazwyczaj lubię coś tutaj napisać...

 Patrzę! a tu nie dokończony post z 5 października... właściwie dodałam zdjęcia, ale nic nie napsałam... 

Dokończę dzisiaj, bo to co, tego dnia było dla mnie ważne, wciąż porusza moje serce. Jest bardzo aktulane i bardzo rezonuje z tym, co mam w sercu. 

Wracałam z Tomaszem z Taunton i zatrzymaliśmy się w przypadkowym miejscu. Był bardzo wietrzny dzień. Szliśmy w stronę morza zupełnie niespodziewając sie niezwykłego widoku. Przepiekne klify, wiatr i wzburzone fale! Potęga żywiołu! Wiatr był tak silny, że trudno było utrzymać równowagę. Nie mogłam oderwać wzroku od horyzontu... myśli o tym, czego jestem cześcią wprawiały mnie w zachwyt i wzruszenie... chciałam tam tak stać i stać... 

Wieczorem Tomasz przysłam mi zdjecie... na pierwszy rzut oka wygląda bardzo zwyczajnie... droga... sucha trawa,na horyzoncie ledwo widoczny człowiek (ja)... ogarnęło mnie wzruszenie... bo wiem na co patrzyłam... wiem, czego na zdjęciu nie da się zobaczyć ... wiem, co czułam stojąc tam...

Dużo ostatnio myślę o tym, na co w życiu mam wpływ a na co nie... gdzie znajduję siłę a gdzie i na co ją tracę... 

Adwent, to jak każdego roku dobra okazja do głębszych refleksji... zastanawiam się co zobaczę wyruszając w drogę uważności... tak zwyczajnie ale trochę inaczej niż normalnie... oczekując nie oczekiwanego...























Komentarze

Popularne posty z tego bloga

WDZIĘCZNOŚĆ

stare i nowe Mt 9,14-17

PODCHWYTLIWE PYTANIA *Łk 10,25-37